adam Jarzębski

W 1643 roku ukazała się książka „Gościniec albo krótkie opisanie Warszawy z okolicznościami jej…). Był to dość dokładny, pisany wierszem przewodnik po współczesnym mieście. Autor, Adam Jarzębski przeszedł do historii właśnie jako twórca tego opisu. Na co dzień zajmował się jednak muzyką i to profesjonalnie, Był członkiem kapeli rozmiłowanego w muzyce króla Zygmunta III Wazy. Musiał być wszechstronnie wykształcony ponieważ w 1635 roku, w związku z budową Zamku Ujazdowskiego król powierzył mu tytuł architekta królewskiego.
Adam Jarzębski mieszkał w kamienicy przy Placu Zamkowym

A.

Wycieczka do Wilanowa? Zimą? W ciągu dnia? Po raz kolejny przekonaliśmy się, że warto!!!

Przypałacowy ogród wygląda zupełnie inaczej niż latem. Opatulone na zimę rośliny poprzetlane instacjami świetlnymi dają wyobrażenie jakiejś ciekawej instalacji.

Jezioro wygląda cudnie!!!

No i zawsze wpadnie w oko jakiś piękny szczegół: tym razem zachwyciły nas zwierzakowe ławki przed pałacem . I jest pusto, o tej porze roku za dnia zaglądają tu nieliczni. Polecamy!!

A.

warszawskie życzenia

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, codziennych radości, zdrowia i szczęścia, a także wielu warszawskich ciekawostek. A te, naprawdę można odnaleźć wszędzie:

Krzyż upamiętniający śmierć warszawskiego księcia Bolesława IV znajduje się około 110 kilometrów na północ od Warszawy. Tutaj w 1454 roku książe został raniony przez dzika. W wyniku odniesionych ran zmarł. Teren Opinogóry, gdzie znajduje się krzyż był wtedy łowieckim terenem książąt mazowieckich. Aktualnie działa tu Muzeum Romantyzmu, o czym niedługo napiszemy.

A i N

kolory Wilanowa

Ogród w Wilanowie jest piękny, wiadomo. Warto odwiedzać go o każdej porze roku. Zimą o zmroku, zachwyci nas piękny ogród świateł. Ale i w ciągu dnia, jest tam wyjątkowo, szczególnie w romantycznej części parku, gdzie w niespotykanej tu w innych porach roku ciszy, można podziwiać dzikie starorzecze i parkowe pawilony. Podczas ostatniego spaceru zachwyciły mnie barwy witrażyków altany chińskiej. Pięknie się mienią na tle szarego nieba i pozbawionych liści gałęzi drzew. Pawilon zaprojektowany został w latach 1805-1812 przez Stanisława Kostkę Potockiego, ówczesnego właściciela pałacu, jako miejsce wypoczynku podczas spacerów. Jego wystrój, z malowidłami oraz smoczymi rzygaczami jak najbardziej nawiązuje do kultury Chin. Jednak umieszczone na zwieńczeniu dachu księżyce mają przypominać odwiedzającym o najsłynniejszym mieszkańcu pałacu – Janie III Sobieskim, którego największym wojskowym triumfem było pokonanie Imperium Osmańskiego.

A.

wyspa historii na Wawrzyszewie

Na pograniczu dwóch wielkich blokowisk Wawrzyszewa i Chomiczówki, obok cmentarza wawrzyszewskiego i współczesnego kościoła znajduje się malowniczy zespół zabudowań starej świątyni parafii Marii Magdaleny.

Kościółek został ufundowany w połowie XVI wieku przez nadwornego lekarza książąt Mazowieckich i Zygmunta Starego, właściciela wsi Wawrzyszew, Baltazara Smolarskiego. Nad wejściem do świątyni widnieją dwie daty 1542 oznaczająca erygowanie przez biskupa poznańskiego tutejszej parafii oraz 2002, upamiętniająca ostatni remont obiektu.W pobliżu znajduje się też parafialny, dworkowy budynek  XIX wieku.

Lubimy bardzo tę wyspę historii w morzu blokowisk.

A.

Alina

Rzeźba „kobieta z dzbanem” autorstwa Henryka Kuny, zwana przez żoliborzan Aliną, ozdabia Park Żeromskiego od 1936 roku. Była świadkiem trudnej hostorii naszego miasta: wojny, komuny, wolnej Polski. W latach 90-tych miała jednakprzerwę. Została skradziona, potłuczona i zakopana w pobliżu Olszynki Grochowskiej, gdzie znalazł ją przeszukujący okolicę, wyposażony w wykrywacz metali, poszukiwacz historycznych skarbów. Alinę odrestaurowano i wróciła na swoje miejsce, a od 2000 roku jest oficjalnym symbolem Żoliborza. My bardzo ją lubimy szczególnie w jesiennych deszczowych klimtach.

 

A.

inna kapliczka

W podwórzu kamienicy przy ulicy Narbutta 52, jak w wielu warszawskich podwórzach, stoi kapliczka. Jest jednak inna niż większość z nich. Zaprojektowana przez architekta Zygmunta Święcickiego z figurą autorstwa Aleksandry Turkowskiej i piękną grafiką Janiny Kowalewskiej – Turkowskiej, wyróżnia się spośród tworzonych w pośpiechu, często samodzielnie wojennych kapliczek. Powstała w 1948 roku w miejscu kapliczki z powstańczej jako wotum dziękczynne za ocalenie mieszkańców posesji.

A.

po Powstaniu

Jak wyglądało życie Warszawiaków, którzy po powstaniu trafili w Polskę?

Bardzo różnie. Niektórzy mieli za Warszawą rodziny, które ich wspierały, niektórzy nie, lub nie mieli możliwości do nich dotrzeć. Polegali na pomocy obcych ludzi, czasem znajomych, przyjaciół

Schronieniem dla wielu pogorzelców, między innymi dla Jerzego Waldorffa,czy Poli Gojawiczyńskiej  było Stawisko – gniazdo rodzinne Iwaszkiewiczów w Podkowie Leśnej.

Waldorff w „Czarne owce dla Apolla” tak wspomina tamtejszy pobyt: „Ileż teraz otoczyło mnie znanych twarzy warszawskich! Dziwne powitanie. Oglądałem ich nie po latach, a zaledwie po kilkumiesięcznej przerwie, która jednak zburzyła nasz świat gruntowniej, niżby to mógł uczynić najdłuższy upływ czasu. Dlatego zobaczyłem niektóre oblicza jak gdyby ucharakteryzowane cierpieniem: pożółkła skóra w fałdach, nieoczekiwane zarosty lub dawniej u tak dbałych o siebie kobiet siwizna noszona we włosach z lekceważeniem a w oczach i rysach trwał lęk, chociaż jego źródła zostały w dalekich rumowiskach.

Stroje wreszcie! To powstanie, co zaskoczyło wielu poza domem, w odległych dzielnicach, zmuszało potem – na wyjście z miasta – do brania takiego przyodziewku, jaki był pod ręką w cudzych opuszczonych mieszkaniach lub piwnicach. Teraz więc znalazłem się pośród maskarady sproszonej na Stawisko, tym upiornej, że brali w udział posępni goście, porozumiewający się z rzadka półgłosem.(…) Jarosław (Iwaszkiewicz – przyp. własny) posługiwał się własnymi metodami kojącego wpływania na potępieńczych gości.

Pamiętam go jak co rano z sypialni na piętrze schodził do hallu starannie ogolony, w kolorowym szlafroku jedwabnym, z tureckim fezem na głowie. Majestatyczny, spokojny, na pytanie zebranych jak przedstawia się wojenna sytuacja , odpowiadał, że jest korzystniejsza niż wczoraj, a Niemcy lada chwila pod naporem ofensywy znad Wisły się wycofają i każdy wtedy będzie mógł się brać do odbudowy z ruin swego życia.

Niewiasty ze Stawiska tak zabiegały o gospodarstwo, aby każdy z przybyszów miał i pożywienie, i nocleg, chociażby na podeście schodów, jak sypiał Roman Jasiński, wcześniejszy i późniejszy muzyczny kierownik Radia. Do rytuału dnia nadającego cień regularności naszej tymczasowej egzystencji, należały obiady i kolacje. Duży stół w jadalni pokrywano pięknym obrusem, na którym rozmieszczano jak najciaśniej zastawę z porcelany i sreber, żeby wokół mogło siąść najwięcej biesiadników, rozsadzonych podług wieku i urzędu, po czym z kuchni wynoszono czasem tylko zsiadłe mleko i kartofle, ale podane z widomą elegancją, jak na uroczystym przyjęciu. Takimi kobiecymi zabiegami obecni zmuszeni byli do zachowania najlepszych manier towarzyskich, co również trzymało w ryzach nerwy i swary. Wieczorami pan domu organizował dyskusje na wybrany temat albo też siadał do fortepianu i przegrywano komentując wspólnie, mazurki Chopina, niektóre sonaty Beethovena, czy nawet śpiewano szczególnie lubiane przez gospodarza pieśni Hugona Wolfa. Wtedy bywało, że na chwilę- uniesieni- zapominaliśmy o świecie”.

A.