w Konstancinie

Przepiękna willa „Dworek Polski”  w Konstanicnie przy ulicy Skargi  z 1905 roku została zaprojektowana przez Władysława Marconiego. Od 1924 roku należała do ewnagelickiej rodziny Pfeifferów – wolskich garbarzy, którzy od połowy XVIII wieku prowadzili na Woli garbarnię – przed I wojną światową jeden z większych tego typu zakładów w Rosji

A.

Witkacy

Na ulicy Hożej, niedaleko Kruczej, tam gdzie budynek szkoły, przed wojną stał dom, w którym 24 lutego 1895 r. urodził się Witkacy. Całkiem niedaleko przy Brackiej 23 w okolicy skrzyżowania Alei Jerozolimskich znajdowało się mieszkanie, w którym mieszkał z żoną Jadwigą wiosną i jesienią. O tym mieszkaniu, żonie Jadwidze i budynku Vitkac już pisaliśmy 

podwójne urodziny

W  księgach parafialnych  w Brochowie pod datą 22 luty 1810 roku znajduje się informacja o narodzinach Fryderyka Chopina syna Mikołaja i Justyny Tekli z Krzyżanowskich. Wbrew temu zapisowi sam Fryderyk urodziny obchodził 1 marca.

Skąd ta rozbieżność? Niestety nie wiadomo. Można snuć różne scenariusze. Wiadomo na pewno, że porody odbywały się w domu, a nie w szpitalach jak dziś, gdzie prowadzona jest rejestracja pacjentów i trudno o pomyłkę. Justyna urodziła  Fryderyka w oficynie dworu Skarbków w Żelazowej Woli. Po porodzie  potrzebowała zapewne wsparcia męża chociażby w opiece nad starszą córką Ludwiką. Jest też bardzo prawdopodobne, że Mikołaj wypełniał w tym czasie obowiązki nauczycielskie  wobec latorośli Skarbków. Droga z Żelazowej Woli do Brochowa to około 11 km, które nie są zapewne łatwe do pokonania w warunkach zimowych. Trzeba było zaplanować na podróż i załatwienie sprawy kilka godzin. 

Zapewne więc od czasu urodzin Fryderyka do czasu ich zgłoszenia w parafii w Brochowie mogło minąć sporo czasu. Czy jest możliwe że Mikołaj zgłaszając datę urodzin syna się pomylił? Biorąc pod uwagę jego zawód i solidność, nie wydaje się. Może zatem pomylił się ksiądz? a może kościelny pracujący w kancelarii parafialnej?

Aktualnie, za datę urodzin Fryderyka uznaje się wersję rodzinną czyli 1 marca. 

londyńskie taksówki dla warszawskich Sprawiedliwych

Mieliśmy szczęście zobaczyć jedną z dwóch wyjątkowych taksówek jeżdżących po Warszawie. Wyjątkowych dlatego, że ich pasażerami są „Silent heros” – Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przyznawany jest przez  Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem od 1953 r. Odznacza się nim osoby pochodzenia nie-żydowskiego, które podczas II wojny światowej ratowały Żydów nie bacząc na zagrożenie życia jakie to za sobą niosło i nie oczekując za to zapłaty. W Polsce pomoc Żydom była wyjątkowo niebezpieczna – tylko tu groziła za to kara śmierci, którą poniosło około 2500 ratujących. Odznaczenie otrzymało 23 788 osób, z czego największą grupę stanowią Polacy 6350 osób. Warszawiacy uhonorowani tytułem Sprawiedliwych to między wieloma innymi:  Jan i Antonina Żabińscy prowadzący w czasie wojny warszawskie zoo, Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie czy Irena Sendlerowa.

Idea pomocy starszym już i ostatnim świadkom Zagłady, którzy ryzykowali życie własne i swoich rodzin ratując Żydów, powstała w Fundacji From the Depths. Sprawiedliwi mogą przemieszczać się w codziennych potrzebach londyńskimi taksówkami podarowanymi przez jedną z londyńskich korporacji. Wybór padł właśnie na londyńskie taksówki ze względu na ich wygodę i dostosowanie do przewozu osób starszych i z problemami w poruszaniu, nawet tymi na wózkach inwalidzkich.  Inicjatywę wsparł także Edward Mosberg  urodzony w Krakowie, więzień Płaszowa, Mauthausen, Linz, z którego został wyzwolony pod koniec wojny.

Akcja „Silent Hero” została wsparta też przez między innymi: Avrama Granta prezesa honorowego klubu Chelsea Londyn, Przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, prezesa PLL LOT Rafała Milczarskiego, Biniamina Krasickiego szefa ochrony City Security.

Dobrze, że powstają takie inicjatywy. Bardzo dobrze, też, że pomimo, że to dwie londyńskie taksówki, to nie sposób nie zwrócić na nie uwagi na warszawskich ulicach, a tym samym uświadomić sobie, że Sprawiedliwi nadal są wśród nas!!!

A.

statystyki pochodzą z http://www.sprawiedliwi.org

 

Miłość to wieczna tęsknota

Na Bielanach jest bardzo wyjątkowe osiedle otaczające Plac Konfederacji. Jedną z tamtejszych uliczek jest malownicza Płatnicza, w większości zabudowana przedwojennymi domami, wyłożona prawdziwym brukiem i oświetlona latarniami gazowymi. Na Płatniczej pod numerem 59 przez prawie dwie dekady mieszkała Kora Jackowska. Od niedawana na bocznej ścianie domu zawisł neon „Miłość to wieczna tęsknota”. Warto tam zajrzeć jakiś czas po zapadnięciu zmroku (z aparatem byliśmy za wcześnie) bo neon świeci cudownie. A dzisiejsza śniegowa aura sprawi, że zakochacie się w okolicy. Sama Kora podobno mówiła, że tu czuje się trochę jak w Londynie – stare wille, wąskie uliczki i miłe kamieniczki.

A.

warszawskie domy

Bohdan Pniewski jeden z najważniejszych Warszawskich architektów XX wieku, zwany przez studentów „księciem architektury”, willę własną wybudował w iście książęcym miejscu, na Alei na Skarpie niedaleko wąwozu ulicy Książęcej. Były to tereny należące kiedyś do królewskiego brata Księcia Kazimierza Poniatowskiego.
Dom Pniewskiego powstał na bazie budynku zaprojektowanego dla księcia, w którym według legendy odbywały się spotkania loży masońskiej. Od strony skarpy zachowano XVII wieczną elewację. Natomiast od strony Alei na Skarpie Pniewski stworzył prostą, dość ciężką ścianę z kamienia urozmaiconą oknami oraz wejściem i tajemniczym napisem „SCANDIVS DDAR FX T.AMRC+”. Według przekazów rodzinnych rozwinięcie napisu w tłumaczeniu na polski brzmi „pnący się (czyli Pniewski) przebudował świątynię masonów i zamieszkał w niej”.
Aktualnie w willi znajduje się Muzeum Ziemi.
 
Na podstawie: „Archi storie. Jak odrywać przestrzeń miast” Radosław Gaja, Natalia Szcześniak
A.

Korczak

„Dzieci mają wolny wstęp do mego pokoju. Umowa z góry: będzie się można bawić lub tylko półgłosem rozmawiać, albo bezwzględna cisza. Mam na przyjęcie gości małe krzesło, fotelik i stołeczek. Są trzy okna stykające się wzajmnie; środkowe otwarte; parapety nisko – 30 cm nad podłogą. Od szeregu lat codziennie umieszczam krzesełko, fotelik i stołek z dala od otwartego okna, bywa, że je ukrywam gdzieś w kącie. I codziennie wieczorem stoją niezmiennie przy oknie otwartym. Niekiedy widzę jak je od razu zdecydowanym ruchem przesuwają, niekiedy podnoszą cicho i ostrożnie, niemal ukradkiem. Najczęściej nie wiem jak to się stało. W różnych miejscach umieszczałem tygodniki ilustrowane, utrudniałem dostęp do okna doniczkami. I cieszyło mnie jak przemyślnie wymijają pokusy i usuwają przeszkody; otwarte okno zwycięża, nawet gdy wiatr, gdy deszcz, gdy zimno. (…) Dziecku potrzebny ruch, powietrze, światło – zgoda, ale i coś jeszcze. Spojrzenie w przestrzeń, poczucie wolności – otwarte okno.”*

Na ulicy Jaktorowskiej na Woli nadal stoi budynek Domu Dziecka założonego przez Janusza Korczaka i współprowadzonego ze Stefanią Wilczyńską. Nie ma już niestety pokoju doktora z trzema oknami. Pozostała ogromna wiedza pedagogiczna potwierdzona wieloletnią praktyką  z której możemy nadal czerpać i historia ludzi, którzy do końca poświęcili się temu co uznawali za najważniejsze.

Podczas wojny Dom Dziecka  Janusza Korczaka został przeniesiony na ulicę Śliską 16 – na teren getta. Tam zastała je Wielka Akcja Likwidacyjna.  4 sierpnia dzieci ruszyły w ostatnią drogę na Umschlagplatz a potem do Treblinki.

Korczak kilka razy miał możliwość wydostania się z getta. Nie chciał jednak zostawiać tam dzieci.

*Janusz Korczak „Otwarte Okno” W Szkola specjalna T III 1926/1927

A.

Powstańcza Syrena Krystyna

Krystyna Krahelska w latach 1936-1937 pracowała jako modelka podczas pracy nad pomnikiem warszawskiej syreny dłuta Ludwiki Nitchowej. Krystyna zajmowała się między innymi pisaniem piosenek. Najbardziej znanym jej utworem jest „Hej, chłopcy, bagnet na broń” powstały w 1943 r.i odśpiewany na tajnym koncercie w lutym tego roku w mieszkaniu podporucznika „Michała” Ludwika Bergera przy ul. Czarnieckiego 39/41. W czasie okupacji Krystyna często zmieniała miejsce zamieszkania. W lipcu 1944 r. wróciła do Warszawy i nawiązała kontakt z 1. Dywizjonem 7. Pułku AK „Jeleń”, w którym otrzymała przydział do sanitariatu plutonu 1108.
1 sierpnia około godziny 18.00 podczas nieudanego ataku na Dom Prasy przy ul. Marszałkowskiej Krystyna Krahelska została poważnie raniona w pierś. Po zapadnięciu zmroku przeniesiono ją na punkt sanitarny przy ulicy Polnej 34, gdzie była operowana. Zmarła nad ranem 2 sierpnia. Pochowano ją na podwórzu przy Polnej 36, a po ekshumacji 9 kwietnia 1945 r odbył się ponowny pogrzeb Krystyny na Służewcu, w kościele św. Katarzyny. W pogrzebie uczestniczyła Ludwika Nitchowa.
źródło: www.1944.pl
A.

opuszczone cudo

W pałacyku przy Al. Ujazdowskich 23, podczas przedwojennych pobytów w Warszawie mieszkał dyplomata Jan Gawroński wraz z żoną Lucianą Frassati Gawrońską. Luciana, córka założyciela włoskiej La Stampy i siostra wyniesionego na ołtarze brata – Pierra Giorgia Frassati, była osobą niesztampową.
Dzięki niej, na tyłach Nowego Światu pojawił się, zachowany w formie resztkowej do dnia dzisjeszego, pasaż Italia. Prawdziwą odwagą Luciana wykazała się w czasie wojny, kiedy pracowała na rzecz polskiego ruchu oporu. Na zlecenie premiera rządu RP na uchodźctwie przewoziła przez granice różne materiały i kosztowności. W styczniu 1940 roku podstępem – jako nianię swoich dzieci wywioła z Polski żonę Władysława Sikorskiego – Olgę Zubrzewską. Z samym Mussolinim wynegocjowała uwolnienie 101 krakowskich profesorów w wieku powyżej 40 lat. Odwagą i pewnością siebie przerwała rabunek pasażu Italia przez Wermacht w 1942 roku. A to tylko nieliczne dokonania.
Luciana po wojnie nie wróciła do Polski – ale wspomagała Polaków organizując akcje charytatywne. Dzięki jej wstawienncitwu Polacy mogli oglądać w telewizji relację z objęcia przez Karola Wojtyłę stolicy Piotrowej.

Sam pałacyk został wybudowany w 1924 r. według neobarokowego projektu Marcina Weinfelda. Niestety w czasie wojny został spalony i przy powojennej odbudowie nie odtworzono mansardowego dachu ani części dekoracji. W czasie wojny, jako budynek w dzielnicy niemieckiej, pałacyk mieścił siedzibę dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski. Przed pałacykiem 1 lutego 1944 roku doszło do zamachu na Franza Kutcherę.
Po wojnie w pałacyku mieściła się m. innymi ambasada Jugosławi, potem Serbii. Po latach procesu spadkobiercom Gawrońskich udało się odzyskać zagrabioną własność.
Nie wiemy jakie są plany dotyczące pałacyku – na razie wyglada trochę jak tajemnicza barcelońska willa z powieści Carlosa Ruiza Zafona.

A.