początek najgorszego

Zaczęło się, choć oficjalnie o tym jeszcze nie wiadomo, ale 2 października 1940 r. gubernator Warszawy Ludwik Fischer podpisał rozporządzenie o utworzeniu getta w Warszawie.
Decyzję ogłoszono przez megafony w dniu 12 października, a do 16 listopada wszyscy warszawscy Żydzi mieli zamieszkać w wyznaczonej na tej cel dzielnicy Żydowskiej – dzisiejszym Muranowie, Grzybowie, części Nowego Miasta, fragmencie Śródmieścia Północnego i Powązkach.
Kolejny miesiąc dla wielu tych, którzy się przesiedlali był czasem wyjątkowo trudnym. Trzeba było znaleźć mieszkanie lub pokój lub choćby tylko miejsce do spania w dzielnicach, które w większości zamieszkane były przez ludność żydowską. Trzeba też było zaplanować i zorganizować przeprowadzkę i może przede wszystkim stawić czoła kolejnemu poniżeniu, lękowi przed tym co dalej. Kolejnemu poniżeniu, bo tak naprawdę od czas rozpoczęcia okupacji ludność żydowska była stopniowo ograniczona. Choćby we wprowadzonym zakazie uboju rytualnego na terenie Generalnego Gubernatorstwa, zamknięciu synagog i bożnic i zakazie spotkań w celach religijnych nawet w mieszkaniach prywatnych, zakazie zmiany miejsca zamieszkania bez zezwolenia, obowiązku noszenia opasek z gwiazdą Dawida dla wszystkich powyżej 12 roku życia. Przy najgęściej zaludnionych żydowskich dzielnicach umieszczano tabliczki z napisem „Obszar zagrożony tyfusem, możliwy tylko przejazd”. Dodatkowo ograniczano wypłaty z kont bankowych i wprowadzono obowiązek pracy już dla dzieci powyżej 14 roku życia (Polacy mieli taki obowiązek od 18 roku życia) oraz zmniejszono przydziału kartek na żywność: w sierpniu 1940 tygodniowy przydział chleba wyniósł 750 gram na osobę (Polacy mieli 2x większy).
Po tych wszystkich krokach, zamknięcie ludności żydowskiej nie mogło oznaczać nic dobrego. Tylko kto o zdrowych zmysłach mógł sobie wyobrazić Holocaust?

A.

Azyl

Willa Antoniny i Jana Żabińskich wybudowana a początku lat 30 na terenie warszawskiego ZOO jako mieszkanie służbowe dla dyrektora ZOO  i jego rodziny, było miejscem wyjątkowym. Jan Żabiński przyrodnik, filozof, artysta. Antonina Żabińska pisarka posiadała niesamowite wyczucie do opieki nad osieroconymi zwierzęcymi niemowlętami. Najbardziej  szalonym okresem w historii rodziny była wojna, podczas której przez willę przewinęło się około 300 osób, najczęściej pochodzenia żydowskiego, które przez kilka godzin, dni, tygodni, czy miesięcy ukrywali się tu.  Co niesamowite wszystkie te osoby przeżyły wojnę. Dzięki nim Państwo Żabińscy zostali odznaczeni Medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

A jak wyglądał ten dom w mniej zwariowanych czasach?

Antonina odchowywała zwierzęce niemowlęcia, które często stawały się członakmi rodziny. Jedną z wychowanek była  szympansica Lucy, która miała nawet własny pokój i własne zabawki. Jej porannym rytuałem było zbieganie na dół po całusa od Rysia Żabińskiego, syna Jana i Antoniny. Na zdjęciu pokazane jest właśnie poranne spotkanie. Jeśli z jakiegoś powodu Lucy nie otrzymywała pieszczoty, cały dzień była obrażona.

Bardzo polecamy odwiedzenie willi Żabińskich. Terminy należy potwierdzić 603059758 lub mailowo willa@zoo.waw.pl.

Bardzo dziękujemy za dzisiejsze cudowne opowiadania pani Ewie Zbonikowskiej-Rembiszewskiej za wspaniałe oprowadzenie.

powstańcze getto

76 lat temu dogorywało rozpoczęte 19 kwietnia 1943 roku Powstanie w Getcie. Nikt nie spodziewał się, że powstańcy wytrzymają tak długo.

Trzeba pamiętać, że zarówno bojownicy jak i cywilni mieszkańcy getta przygotowywali się do tej akcji już od dłuższego czasu. Poza planowaniem obrony, zajmowano się też sprawami przyziemnymi: zdobywaniem i magazynowaniem żywności, budową i wyposażeniem podziemnych bunkrów. Takich bunkrów powstała niezliczona ilość. Przy ulicy Miłej 34 znajdował się bunkier, w którym ukrywała się nieznana z imienia autorka dziennika, w którym zapiski obejmują końcówkę kwietnia i początek maja 1943 roku:

„Budowa bunkrów stała się masowa, dniem i nocą, pracowano z wielkim zapałem, budowano prycze, podłogi, schody, wykopano studnię. Drzewo do budowy wzięto z mieszkań (t.zn. z opuszczonych mieszkań). Budowanie trwało 6 tygodni. W czasie budowy zaopatrzono się na później w prowiant. Aryjczycy przychodzili do pracy jedynie dla szmuglu. Zabierali ze sobą cukier i inne rzeczy, a w zamian za to przynosili inny prowiant. To trwało aż do ostatniej akcji. Budowniczym naszego bunkru był p. Arenbrand. Najprzód zbudował on małą piwniczkę, która przylegała do ściany muru przy ulicy Miłej 34. Z wejściem od lewej strony. Z chwilą gdy wraz z wujkiem przeglądałam plan budynku powstała myśl rozszerzenia budowy na wszystkie piwnice. Wejście z prawej strony zostało zamurowane, tak że wszystkie nasze piwnice tworzyły jeden schron”.

24.04.1943 „Porządek dnia jest odwrócony, śpimy w dzień, gotujemy i jemy w nocy”, ”ktoś puka w „Judasza”…, przez kilka minut jest wielki niepokój…Alarmują nas, że się pali. Wszyscy młodzi ludzie wychodzą na podwórze, przystępujemy do akcji gaszenia…”. 26.04.1943 „Przez dym i swąd ognia pobyt w piwnicy stał się prawie niemożliwy. Zaklejamy szpary od drzwi paskami papieru. Chcę pójść do brata, który znajduje się w innym bunkrze drugiego podwórza, jednak jest to zbyt ciężko i zbyt niebezpiecznie…”. 28.04.1943 „My mamy wytrwałość i miejmy nadzieję, że przetrwamy. Walczymy o sprawiedliwość i prawo do życia…”. 29.04.1943 Była bardzo krytyczna noc. O godzinie 4-ej popoł. nieprzyjaciel rzucił granat do naszej piwnicy. Skutek był duży.  … Zaczyna się myśleć o ucieczce na aryjską stronę…u nas w piwnicy nie ma możliwości utrzymania się na dłuższy czas. Nieprzyjemne powietrze, wszy i ciasnota panuje przede wszystkim” .2.5.1943  „o godz. 13-tej słychać mocne głośne rozmowy… głośne ruchy. To są ludzie z naszego domu,… Zarządano od nich, aby powiedzieli prawdę i pokazali dojścia do schronów. Na szczęście ludzie ci nie mieli o tym pojęcia…” Zapiski kończą się 7 maja. Całość dziennika  możecie przeczytać w Wydaniu Specjalnym Tygodnika Powszechnego „Polska Żydowska” z 23 marca 2019 r., w artykule Piotra Weisera „…żyjemy godziną, minutą”. Oryginał dziennika znajduje się w kibucu Getta Beit Lohamei Haghetaot jako część archiwum Adolfa Abrahama Bermana.

Inny z bunkrów znajdował się w podziemiach kamienicy przy ul. Miłej 18. Zbudowany przez szmuglerów Mojżesza Kulasa i Srula Isera – był bunkrem wyjątkowym, przeznaczonym na magazynowanie przeszmuglowanej żywności. Posiadał kilka dużych pomieszczeń, wentylację, elektryczność i 6 zamaskowanych wejść. Od 27 kwietnia siedzibę miało tam dowództwo ŻOB ; schronienie znalazło tu też wielu cywilów – w sumie około 300 osób. 8 maja bunkier otoczyli Niemcy – cywile, na wezwanie okupanta opuścili bunkier, około 15 osobom, między innymi Tosi Altman udało się uciec nieobstawionym jeszcze przez Niemców wyjściem; reszta podjęła nierówną walkę i ostatecznie zdecydowała się zginąć na własnych warunkach popełniając samobójstwo. Tak właśnie zginął komendant Powstania w Getcie Mordechaj Anielewicz. W tym miejscu, na nieekshumowanym grobie, z gruzów okolicznych domów usypano kopiec, koło którego w 1946 roku ustawiono obelisk upamiętniający wydarzenia z 8 maja 1943 roku.

Z kilka dni, 16 maja 1943 r. wybuch Wielkiej Synagogi na Tłomackiem stanie się symbolem ostatecznego pokonania Powstańców.

Niektórym jednak udało się wtedy z getta uciec, między innymi grupie 40 Powstańców z Markiem Edelmanem i  Cywią Lubetkin. Wyszli z getta kanałami, na powierzchnię wydostali się włazem przy ulicy Prostej, dziś upamiętnionym pomnikiem. Tam czekały na nich podstawione ciężarówki.

Część z bohaterów w tym także Marek Edelman i Cywia Lubetkin walczyli w Powstaniu Warszawskim. Potem ich losy były różne  Cywia Lubetkin wraz Icchakiem Cukiermanem wyjechali do Izreala, gdzie założyli Kibuc Bojowników Getta Beit Lohamei Haghetaot,  a Marek Edelman został w kraju i jako lekarz kardiolog  pracował w łódzkim szpitalu.

A.

źródło: Tygodnik Powszechny 23.04.2019 „Polska Żydowska”

fot. Jarek Zuzga

Powstańcza Wielkanoc

19 kwietnia 1943 r. w poprzedzający Wielkanoc poniedziałek wybucha powstanie w warszawskim getcie.

To bunt przeciw likwidacji getta warszawskiego i przeniesieniu na lubelszczyznę umiejscowionych w getcie fabryk i ich pracowników.  Członkowie ŻOB i inni cywile szykowali się do walk już od jakiegoś czasu, a szczególnie od stycznia 1943, kiedy Niemcy podjęli pierwszą próbę likwidacji getta: dzielili się na oddziały, przygotowali plany odpierania ataków, gromadzili w trudzie broń i żywność, budowali schrony.

O 4 nad ranem kordon policji niemieckiej, oddziałów pomocniczych oraz policjantów granatowych otoczył getto, a na jego teren weszły oddział SS, które zostały zaatakowane na ulicy Miłej oraz na skrzyżowaniu Zamenhofa i Gęsiej. Walki tego dnia toczyły się też na placu Muranowskim, gdzie ŻZW posiadał karabin maszynowy.

Do likwidacji getta wezwano Jurgena Stroopa, specjalistę od walk z partyzantami, który zdecydował o podpaleniu getta, wierząc, że ukrywający się w nich mieszkańcy i wojownicy będą uciekać przed ogniem.

Taki właśnie obraz płonącego getta w Wielkanoc 1943 roku uwiecznił Czesław Miłosz w wierszu Campo di Fiori ….  W wierszu znajduje się także nawiązanie do ustawionej przez niemiecki Kulturamt karuzeli na placu Krasińskich:

 

Campo di Fiori 

„W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.”

Powstanie upadło, ale dopiero 16 maja. Symbolicznym końcem powstania w getcie było wysadzenie przez Jurgena Stroopa Wielkiej Synagogi reformowanej na Tłomackiem.

A.

londyńskie taksówki dla warszawskich Sprawiedliwych

Mieliśmy szczęście zobaczyć jedną z dwóch wyjątkowych taksówek jeżdżących po Warszawie. Wyjątkowych dlatego, że ich pasażerami są „Silent heros” – Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przyznawany jest przez  Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem od 1953 r. Odznacza się nim osoby pochodzenia nie-żydowskiego, które podczas II wojny światowej ratowały Żydów nie bacząc na zagrożenie życia jakie to za sobą niosło i nie oczekując za to zapłaty. W Polsce pomoc Żydom była wyjątkowo niebezpieczna – tylko tu groziła za to kara śmierci, którą poniosło około 2500 ratujących. Odznaczenie otrzymało 23 788 osób, z czego największą grupę stanowią Polacy 6350 osób. Warszawiacy uhonorowani tytułem Sprawiedliwych to między wieloma innymi:  Jan i Antonina Żabińscy prowadzący w czasie wojny warszawskie zoo, Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie czy Irena Sendlerowa.

Idea pomocy starszym już i ostatnim świadkom Zagłady, którzy ryzykowali życie własne i swoich rodzin ratując Żydów, powstała w Fundacji From the Depths. Sprawiedliwi mogą przemieszczać się w codziennych potrzebach londyńskimi taksówkami podarowanymi przez jedną z londyńskich korporacji. Wybór padł właśnie na londyńskie taksówki ze względu na ich wygodę i dostosowanie do przewozu osób starszych i z problemami w poruszaniu, nawet tymi na wózkach inwalidzkich.  Inicjatywę wsparł także Edward Mosberg  urodzony w Krakowie, więzień Płaszowa, Mauthausen, Linz, z którego został wyzwolony pod koniec wojny.

Akcja „Silent Hero” została wsparta też przez między innymi: Avrama Granta prezesa honorowego klubu Chelsea Londyn, Przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, prezesa PLL LOT Rafała Milczarskiego, Biniamina Krasickiego szefa ochrony City Security.

Dobrze, że powstają takie inicjatywy. Bardzo dobrze, też, że pomimo, że to dwie londyńskie taksówki, to nie sposób nie zwrócić na nie uwagi na warszawskich ulicach, a tym samym uświadomić sobie, że Sprawiedliwi nadal są wśród nas!!!

A.

statystyki pochodzą z http://www.sprawiedliwi.org

 

żydowski Muranów

W dniach 18-21 stycznia 1943 roku, z rozkazu Himmlera rozpoczęto drugi etap akcji likwidacyjnej warszawskiego getta (pierwszym etapem była tzw. Wielka Akcja Likwidacyjna trwająca od 22 lipca do 21 września 1942 r.). Tym razem do Treblinki trafić miało 8 tysięcy mieszkańców getta szczątkowego. W tych dniach ŻOB po raz pierwszy, pod dowództwem Mordechaja Anielewicza, wystąpił zbrojnie w celu zatrzymania wywózki. Większość bojowników zginęła, ale dzięki akcji kilkadziesiąt osób uciekło od pewnej śmierci w obozie zagłady.

Po tym incydencie Niemcy wstrzymali wywózki, a 19 kwietnia 1943 r. powrócili w celu całkowitej likwidacji getta. Wtedy też wybuchło powstanie w getcie.

W Warszawie wiele jest miejsc upamiętniających jej dawnych żydowskich mieszkańców. Oczywiście najwięcej pamiątek znajduje się na Muranowie, osiedlu wybudowanym na gruzach spalonego podczas powstania getta. Samo założenie osiedla zaprojektowanego przez Bohdana Lacherta miało przypominać o przeszłości tego miejsca. Budynki zostały wybudowane dosłownie na gruzach – podczas spaceru po Muranowie nie sposób nie zauważyć licznych górek i wzniesień na których stoją domy. Budynki początkowo miały być nieotynkowane – zbudowane z bloczków z gruzobetonu odzyskanego z ruin, miały przypominać o przeszłości. Z tego elementu dosyć szybko zrezygnowano i budynki otynkowano, ponieważ kolor bloków nie podobał się mieszkańcom.

W ostatnich latach pojawia się na Muranowie wiele murali opowiadających historię miejsca i związanych z nim ludzi. Jednym z nich jest mural w bloku przy ulicy Nowolipie 3,  przedstawiający portrety sześciu kobiet żydowskiego pochodzenia związanych z Warszawą: Cywię Lubetkin – jedną z przywódczyń Żydowskiej Organizacji Bojowej, która walczyła podczas powstania w getcie, a potem w powstaniu warszawskim; Janinę Bauman – mieszkankę getta; Rachelę Auerbach – która w getcie warszawskim prowadziła kuchnię ludową, a po ucieczce zamieszkała w warszawskim zoo i współpracowała z Radą Pomocy Żydom „Żegota”; Marysię Ajzensztat – słowika warszawskiego getta, którą zamordowano podczas Wielkiej Akcji likwidacyjnej w 1942 r.,  gdy chciała uwolnić od wywózki ojca; Mary Berg – łodziankę, potem mieszkankę warszawskiego getta, autorkę pamiętnika z getta, której rodzinie, dzięki amerykańskiemu obywatelstwu matki Mary, udało się opuścić getto przed Wielką Akcją 1942 r.; oraz Teklę Bądarzewską – zdolną warszawską pianistkę żyjącą w XIX wieku.

Mural autorstwa Anny Koźbiel i Adama Walasa powstał w 2013 roku.

Dzięki takim inicjatywom łatwiej zrozumieć, że Warszawa była kiedyś miastem wielu narodowości i kultur, a 30 procent mieszkańców, często ludzi wyjątkowych, zdolnych i odważnych, była pochodzenia żydowskiego.

A.

Korczak

„Dzieci mają wolny wstęp do mego pokoju. Umowa z góry: będzie się można bawić lub tylko półgłosem rozmawiać, albo bezwzględna cisza. Mam na przyjęcie gości małe krzesło, fotelik i stołeczek. Są trzy okna stykające się wzajmnie; środkowe otwarte; parapety nisko – 30 cm nad podłogą. Od szeregu lat codziennie umieszczam krzesełko, fotelik i stołek z dala od otwartego okna, bywa, że je ukrywam gdzieś w kącie. I codziennie wieczorem stoją niezmiennie przy oknie otwartym. Niekiedy widzę jak je od razu zdecydowanym ruchem przesuwają, niekiedy podnoszą cicho i ostrożnie, niemal ukradkiem. Najczęściej nie wiem jak to się stało. W różnych miejscach umieszczałem tygodniki ilustrowane, utrudniałem dostęp do okna doniczkami. I cieszyło mnie jak przemyślnie wymijają pokusy i usuwają przeszkody; otwarte okno zwycięża, nawet gdy wiatr, gdy deszcz, gdy zimno. (…) Dziecku potrzebny ruch, powietrze, światło – zgoda, ale i coś jeszcze. Spojrzenie w przestrzeń, poczucie wolności – otwarte okno.”*

Na ulicy Jaktorowskiej na Woli nadal stoi budynek Domu Dziecka założonego przez Janusza Korczaka i współprowadzonego ze Stefanią Wilczyńską. Nie ma już niestety pokoju doktora z trzema oknami. Pozostała ogromna wiedza pedagogiczna potwierdzona wieloletnią praktyką  z której możemy nadal czerpać i historia ludzi, którzy do końca poświęcili się temu co uznawali za najważniejsze.

Podczas wojny Dom Dziecka  Janusza Korczaka został przeniesiony na ulicę Śliską 16 – na teren getta. Tam zastała je Wielka Akcja Likwidacyjna.  4 sierpnia dzieci ruszyły w ostatnią drogę na Umschlagplatz a potem do Treblinki.

Korczak kilka razy miał możliwość wydostania się z getta. Nie chciał jednak zostawiać tam dzieci.

*Janusz Korczak „Otwarte Okno” W Szkola specjalna T III 1926/1927

A.

powstańcze cuda

Rok przed  wybuchem powstania warszawskiego – 2 sierpnia 1943 r. w obozie w Treblince wybuchł bunt. Przygotowywano się do jego wybuchu od dłuższego czasu. Tego dnia Niemcy pojechali plażować nad Bug, a o 15:30 wybuchła cysterna z 9000. litrów benzyny. Eksplozja odwróciła uwagę wartowników i umożliwiła grupie około 300 więźniów opuszczenie obozu. Jednym z uciekinierów był  Samuel Willenberg – urodzony w Częstochowie syn Pereca Willenberga znanego malarza,wystawiającego między innymi z Kramsztykiem, Wyspiańskim, Malczewskim czy Wyczółkowskim.

Samuel po wielu perypetiach dotarł do Warszawy by odnaleźć ojca trudniącego się wtedy malowaniem świętych obrazów.  Wtedy, bo na początku wojny, gdy znalazł się w Warszawie ogłaszał się tak: „Przyjmuję zamówienia na portrety olejne ręcznie malowane z fotografii lub z natury. Ceny bardzo przystępne. Artysta malarz niemowa”. Widać w tak trudnych czasach ludzie skupiali się raczej na sprawach ostatecznych i był popyt właśnie na święte obrazki. Była to praca niebezpieczna, bo jak wspomina Samuel – ojciec nie znał dokładnie symboliki chrześcijańskiej.  Dodatkowo ze względu na fatalny akcent Perec musiał udawać niemowę.  Jak dołożymy do tego ogólną sytuację w Warszawie: między innymi likwidację bunkru Kryska, w którym ukrywał się Emanuel Ringelblum w marcu 1944, to sytuacja Pereca nie była różowa. Ze względów bezpieczeństwa Perec musiał zmieniać otoczenie i mieszkania.

Gdy wybuchło powstanie Samuel walczył w Batalionie Ruczaj, a jego ojciec mieszkał  w kamienicy przy Marszałkowskiej 60.  Podczas jednego z bombardowań w piwnicy namalował wizerunek Jezusa. Zmęczyło go także udawanie niemowy. Mieszkańcy z malowidłem łączyli cud przetrwania domu oraz odzyskanie mowy przez Pereca. Aktualnie malunek jest zabezpieczony,  ale mieszkańcy nie życzą sobie wycieczek po swoim domu. Kopię malowidła możemy oglądać w Muzeum Powstania Warszawskiego. Na jej odsłonięcie przyjechał sam Samulel.

Perec zmarł w Łodzi w 1947r., a Samuel wraz z żoną wyjechał do Izraela.  W Polsce został odznaczony Krzyżem Srebrnym orderu Virtuti Militari oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Warszawskim Krzyżem Powstańczym i orderem Polonia Restituta.

Na emeryturze odkrył w sobie talent rzeźbiarski, a tematyką jego prac był głównie zagłada Żydów.  Prace Samuela Willenberga  znajdują się między innymi  w Częstochowie, gdzie się urodził –  pomnik getta w Częstochowie, czy Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. W 2003 w warszawskiej Zachęcie odbyła się wystawa jego prac.  Chciał, żeby jego rzeźba przedstawiająca Jana Pawła II stanęła na terenie warszawskiego getta. Samuel Willenberg zmarł w 2016 r.

fot.Adrian Grycuk źródło Wikipedia

A.

Gorący ślad

Na posadzce holu budynku Żydowskiego Instytutu Historycznego zachowała się wyjątkowa pamiątka –ślad po dramatycznych wydarzeniach sprzed 75 lat.16 maja 1943 r. po brutalnym stłumieniu powstania w getcie warszawskim na rozkaz Jürgena Stroopa wysadzono w powietrze Wielką Synagogę na Tłomackiem. Pożar, który wybuch wdarł się również do znajdującego się tuż bok synagogi budynku Głównej Biblioteki Judaistycznej – obecnie siedziby ŻIHu. Ślady po tych wydarzeniach nadal są widoczne w odbarwieniach lastriko nadpalonej przedwojennej posadzki, która dwa lata temu została poddana gruntownej konserwacji, która miała na celu nie ukrycie –jak w czasach powojennych lecz wyeksponowanie tej niezwykłej pamiątki.

W.

Strażnik pamięci

Na ocalałym murze getta w podwórku przy ulicy Złotej 60 znajduje się tablica poświęcona pamięci Mieczysława Jędruszczaka. To dzięki jego staraniom i protestom zachowany mur getta nie został rozebrany w latach 70-tych. Mieczysław Jędruszczak, który jako harcerz brał udział w obronie stolicy we wrześniu, następnie został żołnierzem AK, w 1944 r. bez wyroku sądu został zesłany do łagru. Trzy lata po powrocie do Warszawy, w 1950 roku zamieszkał przy ulicy Siennej 55.

Na portalu Wirtualny Sztetl tak pożegnano pana Mieczysława –
„Opieka nad reliktami murów getta stała się życiową misją Mieczysława Jędruszczaka. Każdą wolną chwilę poświęcał na rozmowy z turystami, którzy przychodzili oglądać mury. Opowiadał im o Zagładzie Żydów oraz jego wysiłkach o zachowanie pamięci. Znały go dziesiątki tysięcy osób na całym świecie. Dziś tych rozmów przy murze nam zabrakło”.

W.