12 sierpnia 1944

Zbigniew Blichewicz „Szczerba” – przedwojenny aktor warszawskich i wileńskich teatrów podczas powstania walczył w batalionie Bończa – najpierw jako porucznik potem dowódca kompanii, a ostatecznie dowódca batalionu. „Szczerba” spisał powstańczy dziennik, który został wydany w 2009 r. jako „Powstańczy tryptyk” ze wstępem i przypisami Mariusza Olczaka.

13 sierpnia 1944, w niedzielę  pan Zygmunt zanotwał: „W nocy pierwszy raz zbudziły nas tzw. szafy. Jest to piekielna zgoła machina, która zieje śmierią z sześciu moździerzowych rur, dopełniając dzieła przeraźliwym zgrzytem, jakby ktoś przesuwał po podłodze gigantyczną szafę. Doznanie bardzo nieprzyjemne i obserwowałem, jak nawet bardzo odważni chłopcy krzywili się na ów dźwięk, chowając głowę w ramionach.(…) Tuż po obiedzie dostałem od „Bończy” rozkaz zlustrowania rejonu od Świętojańskiej do domu PKO przy Brzozowej 2/4 włącznie. To mi wypełniło czas do godziny 16.00 (…) Wróciliśmy na kwaterę. Chłopcom kazałem zjeść kolację, a sam wyszedłem do „Bończy”.  Wsłuchując się w głuchy stuk moich butów po pustej ulicy, zauważyłem, że jest dziwnie jasno, jak na wieczorną porę. „Bończa”, zanim zdążyłem coś powiedzieć, rzekł do mnie:- Chodźmy kochanie prędko! Katedra się pali! Płonąca katedra św. Jana uczyniła na mnie ogromne wrażenie. Próbowano ją gasić, ale były to wysiłki daremne. Patrzyłem na płonącą świątynię, nie przeczuwając wtedy jeszcze, że losy mnie tak bardzo zwiążą z tym kościołem, a właściwie z jego ruinami. (…)

Obeszliśmy odcinek i wspinaliśmy się po Kamiennych Schodkach w górę, gdy nagle powietrze zawirowało od kanonady artyleryjskiej, a ciemne niebo zaroiło się od ognistych kul (…) Biła całą parą niemiecka artyleria przeciwlotnicza.(…) W tej chwili, zupełnie nisko przeleciał nad nami duży samolot bombowy. Nie był to w żadnym razie samolot niemiecki”

Dziennik „Szczerby” pełen  jest opisów walk, powstańczego miasta,  panujących nastrojów, rozterek dotyczących sensowaności powstania,  a także bohaterskiej, porządnej i uczciwej walki z wrogiem wbrew wszystkiemu.

A.

 

„Zła” Warszawa

Spokojny śródmiejski park na Książęcem (cześć parku Rydza Śmigłego w sąsiedztwie Muzeum Narodowego) położony na skarpie, pełen starych drzew, z malowniczą sadzawką, wciąż tajemniczym (acz powoli restaurowanym) Elizeum i urokliwą wieżyczką Mostu Poniatowskiego, jest dziś wytchnieniem od miejskiego znoju dla okolicznych mieszkańców, ich pociech i psich towarzyszy. Któregoś letniego sezonu nad stawem rozsypano piasek i rozstawiono leżaki. Niedawno przy przystanku autobusowym przy ulicy Książęcej ustawiono nowoczesną (podobno samomyjącą się) toaletę publiczną. Przez park prowadzi też ścieżka rowerowa.
Sielankowy nastrój psuli podobno nocni goście knajpki PKP Powiśle hałasując pod oknami pobliskich bloków, choć od otwarcia bulwarów problem podobno zmalał. Nie idealne są też okolice samego Mostu z nie do końca estetyczną i niewykończoną zabudowę jego filarów oraz na parkujące nielegalnie wzdłuż mostu samochody (pod mostem nie ma parkomatów). Można się czepiać i narzekać ale … bywało gorzej – dużo gorzej, szczególnie w powojennej, odradzającej się z ruiny Warszawie To tu znaleziono ciało Kuby Wirusa – jednego z bohaterów „Złego” Leopolda Tyrmanda. Sympatyczny młody dziennikarz stał się ofiarą toczącej się wojny o spokój i bezpieczeństwo Warszawiaków. Prowadząc dziennikarskie śledztwo został zamordowany przez ówczesną warszawską mafię rękami obywatela Kudłatego.
A.