Fortepian u Kerntopfów

Do 20 maja w Muzeum Narodowym można oglądać wystawę poświęconą Ignacemu Paderewskiemu i prezentującą kolekcję ofiarowaną muzeum przez artystę. Związki Ignacego Paderewskiego z Warszawą są wielorakie. Warto wspomnieć o tych mniej znanych, z czasów kiedy przyszły wirtuoz i mąż stanu był jeszcze chłopcem. W 1872 r. Jan Paderewski przywiózł 12-letniego syna Ignacego z Podola do Warszawy, żeby zapisał go do Instytutu Muzycznego. Wtedy też udał się na ulicę Miodową do składu fortepianów firmy Kerntopf, mieszczącego się w pałacu Chodkiewiczów. Ta rodzinna firma wytwarzająca fortepiany ciesząca się zasłużoną renomą działała od 1840 r, najpierw przy ulicy Elektoralnej.

Los i zapewne też wielki talent Ignacego sprawił, że Edward Kerntopf słuchając jak chłopiec gra na instrumencie, który chciał nabyć dla niego ojciec zaproponował, aby Ignacy podczas pobytu w Warszawie zamieszkał u jego rodziny i ćwiczył grę bez konieczności nabywani instrumentu. Tak też się stało, a przyjacielskie relacje z rodziną Kerntopfów utrzymywał Paderewski przez całe życie o czym pisze w swoich „Pamiętnikach”.

W.

Kapliczka przy Chmielnej

Przechodziłam tamtędy wiele razy ale nigdy nie zajrzałam w tę bramę. Aż do ostatniej soboty… Było warto -na podwórku kamienicy przy Chmielnej 122 znajduje się kapliczka z czasów okupacji a historia samej kamienicy zasługuje na oddzielny wpis.

W.

Strażnik pamięci

Na ocalałym murze getta w podwórku przy ulicy Złotej 60 znajduje się tablica poświęcona pamięci Mieczysława Jędruszczaka. To dzięki jego staraniom i protestom zachowany mur getta nie został rozebrany w latach 70-tych. Mieczysław Jędruszczak, który jako harcerz brał udział w obronie stolicy we wrześniu, następnie został żołnierzem AK, w 1944 r. bez wyroku sądu został zesłany do łagru. Trzy lata po powrocie do Warszawy, w 1950 roku zamieszkał przy ulicy Siennej 55.

Na portalu Wirtualny Sztetl tak pożegnano pana Mieczysława –
„Opieka nad reliktami murów getta stała się życiową misją Mieczysława Jędruszczaka. Każdą wolną chwilę poświęcał na rozmowy z turystami, którzy przychodzili oglądać mury. Opowiadał im o Zagładzie Żydów oraz jego wysiłkach o zachowanie pamięci. Znały go dziesiątki tysięcy osób na całym świecie. Dziś tych rozmów przy murze nam zabrakło”.

W.

a może do kina?

Nie pamiętam, w którym dokładnie roku to było, ale byłam jeszcze dzieckiem może w pierwszej może w drugiej klasie szkoły podstawowej. W Atlanticu  wyświetlano, wyczekiwany (pewnie od kilku lat) film „Niekończąca się opowieść.

Było zimno, pochmurno i wietrznie. Całą rodziną i rodziną znajomych na kilka godzin przed seansem ugrzęźliśmy w długiej kolejce z nadzieją, że uda się zobaczyć film.  Nie było to jednak pewne: przed nami stało już sporo ludzi a dodatkowo nie było wiadomo ile biletów rozeszło się w dystrybucji nieoficjalnej – co rusz podchodził do nas tzw. „konik”, który za niewyobrażalną dla nas kwotę chciał odsprzedać bilety. Tego dnia marznięcie i cierpliwość dały efekty – film obejrzeliśmy i przeszczęśliwi wróciliśmy do domu.

fot. NAC

Czytając „Złego” Tyrmanda trafiłam na fragment opisujący sceny sprzed Atlanticu z roku 1954. Okazało się, że moje doświadczenia z dzieciństwa nie są żadnym hardcorem tylko „lajcikiem” – sami przeczytajcie:

„ Pod murami domów, po stronie kina, ciągnęła się długa na kilkadziesiąt metrów kolejka, gęstniejąca przed samym kinem w zbity, rozedrgany tłum… Z tłumu dochodziły podniesione głosy, chwilami krzyki, stłoczona masa ludzi przed bramą falowała na wszystkie strony tamując ruch na jezdni… szamotanina przed bramą była odmętem niebezpiecznym, lecz kryła w sobie szansę dla jednostek walecznych, tylko rzuciwszy się brawurowo w jej otchłań, można było sforsować wejście do kina. Była to jednak nikła, ryzykowna szansa: przed krzywa, drewnianą bramą, wzmocnioną żelaznymi sztabami, stał spocony, zakurzony milicjant i krępy bileter w mocno sfatygowanym uniformie…. Nawet widzowie zaopatrzeni w prawidłowe bilety musieli sobie bohatersko i niezłomnie wyrąbywać drogę w zwartej ciżbie wielbicieli meksykańskiej kinematografii, oblegających wejście do kina i pozbawionych jakichkolwiek formalnych dokumentów zezwalających im na udział w widowisku….Posiadacze ważnych biletów przystawali o parę kroków przed kłębowiskiem, zalęknieni i niezdecydowani, pełnoprawność ich zamiarów stawała się naraz funta kłaków warta wobec walki, którą należało stoczyć…. Należało się rzucić w wir zmagań, nie bacząc na nowy krawat, spodnie czy jesionkę. Po kilku minutach szaleńczego przekładania ramion w obłąkanym kraulu poprzez rozgniatane piersi i marynarki, odpychając tłuste, wybrylantynowane głowy i spocone twarze, wgniatając własne łokcie w oczodoły najbliższych bliźnich i ciągnąc rozpaczliwie własne nogi za niesioną potężnym odpływem resztą korpusu, z cudzymi rękami w kieszeniach płaszcza i ze zmiażdżonym przez innych kraulistów kapeluszem na głowie , posiadacz ważnego biletu lądował w końcu w bramie kina wyciągając za rozerwany pasek od torebki swą towarzyszkę spod nóg tłumu.  Ciężko dysząc, układał na niej strzępy wiosennego płaszcza i wspomnienie po kapeluszu oraz szukał resztek zmasakrowanych zamszowych pantofli; makijaż i perfumy znikły rzecz jasna bez śladu, pozostawiając przy nim egzemplarz kobiety cudem uratowanej z żywiołowej katastrofy”.

Telewizja w Polsce stawiała  wtedy pierwsze  powojenne kroki i mało kto ją miał więc kino było najbardziej dostępną tego typu rozrywką, ale i tak czuję, że w tamtych czasach skupiłabym się raczej na lekturze niż oglądaniu filmów.

A.

 

Figura

Barokowa figura Chrystusa w bocznym ołtarzu kościoła św. Aleksandra pochodzi z kaplicy Grobu Bożego, będącej częścią Kalwarii Ujazdowskiej. Kalwaria, która została zbudowana na zlecenie króla Augusta II Mocnego miała swój początek na placu Trzech Krzyży i biegła w stronę Zamku Ujazdowskiego. Figura pochodząca najprawdopodobniej z Włoch została do Warszawy przywieziona przez Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, mecenasa sztuki i właściciela Ujazdowa. Po rozebraniu kapliczek Kalwarii w latach 70-tych XVIII wieku rzeźba trafiła do kościoła Trynitarzy na Solcu a następnie w 1826 r. do nowo wybudowanego kościoła św.Aleksandra, gdzie na szczęście przetrwała zniszczenie świątyni we wrześniu 1944 roku.

W.

Dom Zofii

Stojąca przy ulicy Słonecznej Ambasada Luksemburga w zimowej scenerii. Budynek zaprojektował Lucjan Korngold w połowie lat 30-stych XX wieku dla siostry Jana Wedla Zofii Żochowskiej.  Zaangażowana w konspirację Zofia podczas Powstania Warszawskiego prowadziła kuchnię dla powstańców,  zginęła wraz córką Krystyną na  ulicy Szpitalnej we wrześniu 1944 r.  Jej syn Piotr, harcerz poległ pierwszego dnia Powstania jako żołnierz batalionu „Gustaw”.

W.

Eldorado

Warszawa i Warszawiacy w wyjątkowym 1918 roku we wspomnieniach Henryka Grubera -legionisty, urzędnika i długoletniego prezesa PKO, który 10 listopada 1918 roku przejął z rok niemieckich kontrolę nad Zamkiem Królewskim w Warszawie, w którym wcześniej rezydował generał-gubernator Hans Beseler.   W okresie międzywojennym Henryk Gruber mieszkał przy ulicy Wawelskiej 22/24 na Ochocie.

„Publiczność warszawska typu mieszczańsko-ziemiańskiego różniła się od środowisk Lwowa i Poznania. Warszawianie mieli więcej polotu i życia, nie trącili tej średniej miary wiedeńszczyzną, co  Galicja. Ziemiaństwo tutejsze było jakoś bardziej esencjonalne, treściwe, mniej pretensjonalne. (…)
Bogate domy w Warszawie  reprezentowały życie towarzyskie poczciwe, trochę pretensjonalne i tanie. Do tego Eldorada Warszawy ciągnęły tysiące ludzi w r. 1918 – kresów i Galicji […],Warszawa przestała być teraz „małym Paryżem”. Ludzie zbiednieli; poszukiwacze posad rządowych  Galicji, słowem  ci, co nie znaleźli  oparcia gdzie indziej, kupowali tym nie mniej bilet kolejowy i jechali do Warszawy  w nadziei „zaczepienia się”. (…)  Powstawała masa restauracji i restauracyjek, obsługiwanych przez damy z kresowych rodzin ziemiańskich, które niedola wojny wyrzuciła z pięknych dworów. Można tu było prowadzić z obsługująca damą wyrafinowaną konwersację po francusku. Podobnie, jak w reszcie Europy  panowała w Warszawie epidemia tańców w restauracjach i przy jedzeniu olanym złą wódką lub piwem  można było oddalić się pozornie od rzeczywistości, gdyż mechanizm maszyn drukarskich decydował no dochodach i wydatkach. Za paczkę z dziesięciu papierosami  płacono półtora miliona marek. ”
Henryk Gruber, Warszawa mieszczańsko-ziemiańska, w: „Rok 1918 we wspomnieniach mężów stanu, Warszawa 1987 r.”

W.

Zagubiony

Jeden z lepiej zachowanych XIX- wiecznych warszawskich pałaców wygląda dość groteskowo w sąsiedztwie wysokich bloków.

Pałac Czapskich przy ulicy Zielnej, bo o nim mowa został wzniesiony w 1875 roku dla Jakuba Janasza według projektu Jana Heuricha starszego. Po śmierci właściciela rezydencja przeszła w ręce rodziny Czapskich, a następnie tuż przed wybuchem II wojny światowej budynek zakupił Polski Związek Przemysłowców Metalowych z przeznaczeniem na czynszową kamienicę.

W.

Fort Bema

Fort Bema, pierwotnie nazwany Fortem Parysów od nazwy pobliskiej wsi został zbudowany w latach 1886-1890 jako wewnętrzny pierścień Twierdzy Warszawa – zespołu fortów i innych budowli fortyfikacyjnych wzniesionego wokół Warszawy przez władze rosyjskie w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku.

W obrębie fortu Parysów, który otaczała mokra fosa i podwójny wał ziemny znalazły się m.in. prochownia, magazyny amunicji i koszary. Swą obecną nazwę fort otrzymał w 1921 r., stąd też nazwa dzielnicy – Bemowo. Podczas obrony Warszawy we wrześniu 1939 r. pozostał niezdobyty aż do kapitulacji miasta. Fort Bema jest jednym z najlepiej zachowanych stołecznych fortów.

N.

Zygmunt Otto

 

 

Dekoracje rzeźbiarskie zdobiące dawny budynek Kasy Chorych na rogu ulicy Wolskiej i Działdowskiej wykonał Zygmunt Otto.  Ten urodzony we Lwowie rzeźbiarz ukończył Szkołę Sztuk Pięknych w Krakowie, studiował też w Wiedniu  by od 1900 roku swoje artystyczne życie związać z Warszawą. Był autorem m.in. kartuszy herbowych na przyczółkach mostu Poniatowskiego, rzeźby na tympanonie gmachu „Zachęty” oraz na domach Pod Orłami, Pod Gigantami i Stowarzyszeniu Techników. Zygmunt Otto przygotował też projekty wielu pomników, z których doczekał realizacji tylko jeden –pomnik Jana Kilińskiego w Warszawie, zaprojektowany we współpracy ze Stanisławem Jackowskim. Artysta zmarł 15 września 1944 r. podczas Powstania Warszawskiego.

W.