na dachu

Warszawę często określa się jako miasto zieleni. Jest tu wiele pięknych parków, ogrodów, skwerów, a nawet miejskich lasów. O d jakiegoś czasu nowe budynki mają dachy pokryte ogrodami. Jeden z takich ogrodów jest prawdziwie wyjątkowy. Znajduje się na dachu gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego przy ulicy Dobrej.
Pełno tam pięknej roślinności, mostków, pergoli i przepięknych warszawskich panoram. Można też podglądać wnętrze budynku – lustrzane okna BUW-u tworzą często ciekawe kompozycje.Ogród został oddany w 2002 r. – 3 lata po otwarciu biblioteki, a projekt przygotowała architekt krajobrazu Irena Bajerska. Bardzo lubimy odwiedzać to miejsce. Jeśli nie macie pomysłu gdzie spędzić ten ciepły weekend, to polecamy ogród BUW.
Na zachętę pokażemy Wam ogród dolny i widoczne z dachu okna – na dach wejdźcie sami:)
A.

do wód

Bardzo lubimy Warszawę w długie weekendy. Miasto bez ludzi, korków na ulicach – ideale warunki do spacerowania, jeżdżenia na rowerze i poznawania. A jeśli nie byliście jeszcze przy warszawskich tężniach to koniecznie odwiedżcie plac Hallera i nawdychajcie się  solanek z Ciechocinka.

A.

Gorący ślad

Na posadzce holu budynku Żydowskiego Instytutu Historycznego zachowała się wyjątkowa pamiątka –ślad po dramatycznych wydarzeniach sprzed 75 lat.16 maja 1943 r. po brutalnym stłumieniu powstania w getcie warszawskim na rozkaz Jürgena Stroopa wysadzono w powietrze Wielką Synagogę na Tłomackiem. Pożar, który wybuch wdarł się również do znajdującego się tuż bok synagogi budynku Głównej Biblioteki Judaistycznej – obecnie siedziby ŻIHu. Ślady po tych wydarzeniach nadal są widoczne w odbarwieniach lastriko nadpalonej przedwojennej posadzki, która dwa lata temu została poddana gruntownej konserwacji, która miała na celu nie ukrycie –jak w czasach powojennych lecz wyeksponowanie tej niezwykłej pamiątki.

W.

Dziura na Pradze

Mural „Dziura w całym” na ścianie kamienicy przy ulicy Mackiewicza 1 w pobliżu rogu z Targową, powstał w 2015 roku w ramach festiwalu Street Art Doping 2015, jego autorem jest hamburski artysta 1010.

W.

Strażnik pamięci

Na ocalałym murze getta w podwórku przy ulicy Złotej 60 znajduje się tablica poświęcona pamięci Mieczysława Jędruszczaka. To dzięki jego staraniom i protestom zachowany mur getta nie został rozebrany w latach 70-tych. Mieczysław Jędruszczak, który jako harcerz brał udział w obronie stolicy we wrześniu, następnie został żołnierzem AK, w 1944 r. bez wyroku sądu został zesłany do łagru. Trzy lata po powrocie do Warszawy, w 1950 roku zamieszkał przy ulicy Siennej 55.

Na portalu Wirtualny Sztetl tak pożegnano pana Mieczysława –
„Opieka nad reliktami murów getta stała się życiową misją Mieczysława Jędruszczaka. Każdą wolną chwilę poświęcał na rozmowy z turystami, którzy przychodzili oglądać mury. Opowiadał im o Zagładzie Żydów oraz jego wysiłkach o zachowanie pamięci. Znały go dziesiątki tysięcy osób na całym świecie. Dziś tych rozmów przy murze nam zabrakło”.

W.

o Bonifratrach i języku polskim

Pod koniec XIX wieku osoby, który jechały „do czubków”, kierowały się do  szpitala prowadzonego przez ubranych w charakterystyczne habity z kapturem zakończonym czubkiem – bonifratrów.  Było to miesce, w którym leczono wiele chorób, ale jedyne w mieście, gdzie zajmowano pacjentami psychiatrycznymi. Ze względu na tą wyjątkowość do języka weszło,  niezbyt miłe dziś określenie  „czubek”oznaczające osobę  chorą psychicznie.

Bonifratrzy jako zakon powołany do opieki nad chorymi sprowadzono do Polski w  17 wieku – do Warszawy w 1649 r. Zakonnicy najpierw osiedli na Lesznie, potem w Ogrodzie Saskim, by w 1728 r. wprowadzić się na Bonifraterską, gdzie wybudowano kościół, budynek zakonny oraz szpital Jana Bożego, w którym posługiwali.

W czasie wojny całość zabudowań runęła w gruzach. Udało się odbudować kościół i budynek zakonny, ale na miejscu szpitala stanęło osiedle. W latach 80. i na początku lat 90. u bonifratrów istniał punkt wydawania darów oraz leków z pomocy zagranicznej i poradnictwa ziołoleczniczego. Do dziś działa tu apteka pokazująca stare wyposażenie miejsca.

Warto dodać, że bonifratrzy jako wykształceni lekarze i sanitariusze byli powoływani na wyprawy wojenne.

 

A.

 

 

 

 

inna winda

Warszawa pełna jest tajemnic i niespodzianek. Całkiem niedawno na ulicy Polnej jechałam windą, która miała dwie pary drzwi – co się zdarza. Jednak dziwne było to, że winda miała dwie kolumny przycisków, każdy do jednych drzwi. Okazało się, że front kamienicy ma inne wysokości pięter niż oficyna.

No i nowi bywalcy tego domu mają nie lada zgryz: wskazówka udzielona mi przez tel. „jak wysiądziesz z windy kieruj się na prawo i znajdziesz mnie za drugimi drzwiami na lewo” okazała się mało przydatna. Wysiadłam w oficynie, a nie w budynku frontowym:)

 

A.

Zagubiony

Jeden z lepiej zachowanych XIX- wiecznych warszawskich pałaców wygląda dość groteskowo w sąsiedztwie wysokich bloków.

Pałac Czapskich przy ulicy Zielnej, bo o nim mowa został wzniesiony w 1875 roku dla Jakuba Janasza według projektu Jana Heuricha starszego. Po śmierci właściciela rezydencja przeszła w ręce rodziny Czapskich, a następnie tuż przed wybuchem II wojny światowej budynek zakupił Polski Związek Przemysłowców Metalowych z przeznaczeniem na czynszową kamienicę.

W.

Artysta z Lwowskiej

Wczesnomodernistyczną kamienicę z 1910 roku przy ulicy Lwowskiej 11 niegdyś (Nowo)Wielkiej 11 zaprojektował prawdopodobniej Ludwik Panczakiewicz, twórca m.in. Hal Mirowskich i kamienicy własnej przy ulicy Marszałkowskiej 6. Na najwyższej kondygnacji kamienicy pracownię miał malarz, rektor ASP, profesor Tadeusz Pruszkowski, inicjator powstania wielu grup o charakterze artystycznym, organizator plenerów malarskich w Kazimierzu nad Wisłą, często wspomagający początkujących artystów. Latem 1942 r. Tadeusz Pruszkowski został aresztowany przez Niemców najprawdopodobniej za pomoc udzieloną znajomym malarzom żydowskiego pochodzenia i zginął podczas próby ucieczki z konwoju na Pawiak.

W.