Hotel na Kruczej

Dzisiejszy hotel Mercure z ulicy Kruczej to dawny Grand Hotel. Wybudowany dla przyjeżdżających do Warszawy gości delegatów odwiedziającyh okoliczne Ministerstwa. Zgodnie z przyjętym po wojnie planem ulica Krucza i jej okolice miały stać się dzielnicą urzędowych gmachów.  Powstało ich wiele, ale szybko okazało się, że dzielnca czysto urzędowa, bez domów i stałych mieszkańców, wieczorami się wyludnia i staje się niebezpieczna. Dzięki temu ocalały kamieniczki zachodniej pierzei ulicy, a później między nimi i gmachami urzędów wybudowano bloki.

Sam hotel wysokością 11 pięter przewyższał okoliczne budynki, na dachu miał lądowisko helikopterów, a kawiarnia na ostatnim piętrze ze wspaniałym wystrojem, muzyką i  panoramą Warszawy zachwycała gości. Po remoncie w 2000 roku nadal możemy oglądać charakterystyczny falujący żeelbetowy daszek zdobiący wejście do budynku. Brakuje tylko neonu z nazwą hotelu. Neony były charakterystycznym elementem ulicy Kruczej – pierwszej zneonizowanej ulicy naszego miasta.

A.

 

Nowe życie Nowogrodzkiej 4

Kamienica przy ulicy Nowogrodzkiej 4 to dziś elegancki, wyremontowany i tętnicy życiem dom.
Kilka lat temu było inaczej. Kamienica była wysiedlona zaniedbana. Pewnego dnia przechodząc koło niej przenieśliśmy się w czasie. Był to zwiastun pozytywnych zmian. Polecamy nasz archiwalny tekst o tym wyjątkowym domu:
 

wiślane skarby

Wiadomo, że Wisła kryje wiele skarbów. Znaleziono liczne pamiątki po czasach potopu szwedzkiego, kiedy najeźdźcy próbowali Wisłą wywieźć wyposażenie obrabowanych warszawskich pałaców i kościołów. Zbyt obciążone łodzie tonęły w nurtach rzeki, a teraz przy niskim poziomie Wisły można znajdować liczne skarby i poznawać starą Warszawę np.: na zatopionych ruinach mostu Poniatowskiego można zobaczyć nawet tory tramwajowe.

Arkadiusz Szaraniec edukator przyrodniczy w rozmowie opublikowanej w ostatnim Tygodniku Powszechnym wspomina też, że „kiedyś przy moście Poniatowskiego – na wyspie przy środkowym filarze – znalazłem kawałek renesansowego kafla. Albo przedwojenną złotówkę. Albo designerskie okulary. Oglądaliśmy z Michałem Konopą leżące tam resztki wysadzonego dwukrotnie, bo w 1916 i 1944 r. Poniatoszczaka. Patrzę a tu okulary leżą na jednym z kamieni. Mówię: „Michał, nie zapomnij okularów” A on na to, że ma swoje na nosie. Leżały sobie jak odłożone specjalnie, ale pokryte cienką warstewką mułu. Wziąłem wiec jako prezent. Często dostaję taki prezenty od Wisły. Innym razem – już zmineralizowaną kość, prawdopodobnie krąg tura”

Nadwiślański sezon się kończy, ale na pewno  w przyszłym roku wybierzemy się nad rzekę na poszukiwanie skarbów.

A.

Warszawa za Warszawą czyli o „warszawce” w dziczy

fot. wikipedia/GringoPL

Na początku lat 70. XX wieku w Mucznem w Bieszczadach zbudowano hotel dla pracowników leśnych. Po latach ciężkiej pracy i  życia w nieludzkich warunkach, w końcu mieli czyste, ogrzewane pokoje oraz bieżącą wodę.  Ten budynek na końcu świata szybko stał się celem odwiedzin towarzystwa z Warszawy. Jak pisze Krzysztof Potaczała w „Bieszczady w PRL-u” „położony w „bieszczadzkim worku” hotel szybko zapachniał tzw. warszawce, a że władzom Lasów Państwowych też zależało na różnorakich kontaktach, zaczęli do Mucznego przyjeżdżać na wypoczynek dziennikarze, artyści, literaci, sportowcy, słowem – ludzie ze świecznika. Jednym z częstych gości był tu poeta Stanisław Grochowiak. Wódka lała się strumieniami, na stoły „wjeżdżała” dziczyzna, panowie i panie hulali do woli, a kiedy już mieli dosyć i organizm domagał się odpoczynku – wracali do stolicy. Były to jedyne okazje kiedy robotnicza brać miała sposobność na własne oczy zobaczyć osoby z pierwszyh stron gazet, a przy okazji wyrobić sobie pogląd, że również miastowa inteligencja nie wylewa za kołnierz i potrafi upodlić się nie gorzej niż lasowcy, niekiedy ich w tej materii przewyższając.”

W 1975 r. hotel w Mucznem przejął Urząd Rady Ministrów i od tego czasu, zaczęli tu przyjeżdzać (często z Warszawy) politycy –  Jaroszewicz, Gierek czy Kania.

A.

Skarb

Na zdjęciu komora filtra powolnego na terenie Filtrów Williama Lindleya na warszawskiej Ochocie. Zabytkowy zespół, działający nieprzerwanie od ponad 130 lat to został uznany za Pomnik Historii w 2012 roku. Trudno się do tego miejsca dostać, ale tak to bywa z prawdziwymi skarbami 😉

W.

znikająca Wola

Najstarsza kamienica czynszowa na Woli, czyli dom Abrama Włodawera z lat 70 XIX wieku jest w coraz gorszym stanie. Jeszcze kilka lat temu podczas fotospaceru wchodziliśmy w bramę kamienicy, w oficynie nadal mieszkali ludzie, a podwórze tetniło życiem: mieszkańcy spędzali czas na wystawionych przed klatki stołkach i „bujali” chodowane przez siebie gołębie. W murowanych barakach przy oficynie znajdowały się warsztaty zajmujące sie serwisem kół samochodowych.

 

Dziś budynki  są wysiedlone, stanowią zagrożenie budowlane – „wstęp grozi śmiercią” , teren jest ogrodzony …

A.