Życie

27 września 1944 roku, Bałuckiego 14, piwnica

„W tej chwili wpadł major Zryw -„Bronimy się i tu padniemy”.

Zakotłowało. Kobiety objęły majora za kolana, któraś całowała go w stopę. Klęczały. Jedna podniosła do góry niemowlę. Druga wyciągnęła naprzód może dwuletniego malca. „Panie majorze, litości. Litości nad naszymi dziećmi! Chcemy żyć, chcemy żeby one żyły. Nie bijcie się już, kapitulujcie! Tutaj są sami cywile, tyle dzieci, tyle dzieci, ranni, starcy, majorze!”
To już nie był krzyk, to skowyt. Otoczyły Zrywa ciasno, tłoczyły, nie mógł się ruszyć. Coś mieniło mu się w wyrazie twarzy. Przygarbił się. Długo patrzył na chłopczyka, wziął od matki na ręce jej niemowlę.Milczenie. A potem, schyliwszy głowę , półszeptem „Poddajemy się”. I do mnie „Oddawaj granat”. Oddałam (…)

Piwniczni ludzie, spakowani, przysiedli na tobołkach. Siedzieli jak w poczekalni, w ogonku, nie kłócąc się o pierwsze miejsce, nieruchomi.”

Teresa Sułowska -Bojarska, łączniczka, ps. „Dzidzia-Klamerka” fragment książki  „Codzienność. Sierpień – wrzesień 1944”.

N.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *