Alina

Rzeźba „kobieta z dzbanem” autorstwa Henryka Kuny, zwana przez żoliborzan Aliną, ozdabia Park Żeromskiego od 1936 roku. Była świadkiem trudnej hostorii naszego miasta: wojny, komuny, wolnej Polski. W latach 90-tych miała jednakprzerwę. Została skradziona, potłuczona i zakopana w pobliżu Olszynki Grochowskiej, gdzie znalazł ją przeszukujący okolicę, wyposażony w wykrywacz metali, poszukiwacz historycznych skarbów. Alinę odrestaurowano i wróciła na swoje miejsce, a od 2000 roku jest oficjalnym symbolem Żoliborza. My bardzo ją lubimy szczególnie w jesiennych deszczowych klimtach.

 

A.

inna kapliczka

W podwórzu kamienicy przy ulicy Narbutta 52, jak w wielu warszawskich podwórzach, stoi kapliczka. Jest jednak inna niż większość z nich. Zaprojektowana przez architekta Zygmunta Święcickiego z figurą autorstwa Aleksandry Turkowskiej i piękną grafiką Janiny Kowalewskiej – Turkowskiej, wyróżnia się spośród tworzonych w pośpiechu, często samodzielnie wojennych kapliczek. Powstała w 1948 roku w miejscu kapliczki z powstańczej jako wotum dziękczynne za ocalenie mieszkańców posesji.

A.

po Powstaniu

Jak wyglądało życie Warszawiaków, którzy po powstaniu trafili w Polskę?

Bardzo różnie. Niektórzy mieli za Warszawą rodziny, które ich wspierały, niektórzy nie, lub nie mieli możliwości do nich dotrzeć. Polegali na pomocy obcych ludzi, czasem znajomych, przyjaciół

Schronieniem dla wielu pogorzelców, między innymi dla Jerzego Waldorffa,czy Poli Gojawiczyńskiej  było Stawisko – gniazdo rodzinne Iwaszkiewiczów w Podkowie Leśnej.

Waldorff w „Czarne owce dla Apolla” tak wspomina tamtejszy pobyt: „Ileż teraz otoczyło mnie znanych twarzy warszawskich! Dziwne powitanie. Oglądałem ich nie po latach, a zaledwie po kilkumiesięcznej przerwie, która jednak zburzyła nasz świat gruntowniej, niżby to mógł uczynić najdłuższy upływ czasu. Dlatego zobaczyłem niektóre oblicza jak gdyby ucharakteryzowane cierpieniem: pożółkła skóra w fałdach, nieoczekiwane zarosty lub dawniej u tak dbałych o siebie kobiet siwizna noszona we włosach z lekceważeniem a w oczach i rysach trwał lęk, chociaż jego źródła zostały w dalekich rumowiskach.

Stroje wreszcie! To powstanie, co zaskoczyło wielu poza domem, w odległych dzielnicach, zmuszało potem – na wyjście z miasta – do brania takiego przyodziewku, jaki był pod ręką w cudzych opuszczonych mieszkaniach lub piwnicach. Teraz więc znalazłem się pośród maskarady sproszonej na Stawisko, tym upiornej, że brali w udział posępni goście, porozumiewający się z rzadka półgłosem.(…) Jarosław (Iwaszkiewicz – przyp. własny) posługiwał się własnymi metodami kojącego wpływania na potępieńczych gości.

Pamiętam go jak co rano z sypialni na piętrze schodził do hallu starannie ogolony, w kolorowym szlafroku jedwabnym, z tureckim fezem na głowie. Majestatyczny, spokojny, na pytanie zebranych jak przedstawia się wojenna sytuacja , odpowiadał, że jest korzystniejsza niż wczoraj, a Niemcy lada chwila pod naporem ofensywy znad Wisły się wycofają i każdy wtedy będzie mógł się brać do odbudowy z ruin swego życia.

Niewiasty ze Stawiska tak zabiegały o gospodarstwo, aby każdy z przybyszów miał i pożywienie, i nocleg, chociażby na podeście schodów, jak sypiał Roman Jasiński, wcześniejszy i późniejszy muzyczny kierownik Radia. Do rytuału dnia nadającego cień regularności naszej tymczasowej egzystencji, należały obiady i kolacje. Duży stół w jadalni pokrywano pięknym obrusem, na którym rozmieszczano jak najciaśniej zastawę z porcelany i sreber, żeby wokół mogło siąść najwięcej biesiadników, rozsadzonych podług wieku i urzędu, po czym z kuchni wynoszono czasem tylko zsiadłe mleko i kartofle, ale podane z widomą elegancją, jak na uroczystym przyjęciu. Takimi kobiecymi zabiegami obecni zmuszeni byli do zachowania najlepszych manier towarzyskich, co również trzymało w ryzach nerwy i swary. Wieczorami pan domu organizował dyskusje na wybrany temat albo też siadał do fortepianu i przegrywano komentując wspólnie, mazurki Chopina, niektóre sonaty Beethovena, czy nawet śpiewano szczególnie lubiane przez gospodarza pieśni Hugona Wolfa. Wtedy bywało, że na chwilę- uniesieni- zapominaliśmy o świecie”.

A.

bohater niepodległości

Józef Piłsudski to w Polsce ikona. Działacz socjalistyczny, polityk, żołnierz, świetny strateg – symbol niepodległości naszego kraju.  Można zadawać sobie pytanie jak potoczyłyby się losy naszego narodu gdyby Piłsudski nie stworzył Polskiej Organizacji Wojskowej, Tymczasowej Rady Stanu, nie stanął na czele Armii Polskiej w 1918 r, nie wygrał Bitwy Warszawskiej? Można też zastanawiać się jak wyglądałby nasz kraj gdyby Piłsudski nie stworzył obozu sanacji, nie poprowadził zamachu majowego – kilkudniowej wojny domowej w której na warszawskich ulicach zginęło około 300 osób, coby pisano gdyby nie sanacyjna cenzura usuwająca całe szpalty  z czasopism?

Józef Piłsudski zdziałał mnóstwo dobrego, ale też podejmował decyzje mocno kontrowersyjne. Jednak pomimo to, cytując Jerzego Waldorffa z „Czarne owce dla Apolla”: „Jakkolwiek surowo może politykę jego sądzić historia, w oczach współczesnych, także wrogów był romantycznym symbolem walk o niepodległość narodu, i gdy złożono go do srebrnej trumny (przyp. własny:maj 1935 r.), kraj był w żałobie, co pamiętam! Wiadomości Lietrackie” dały jego portret na całą pierwszą stronę, zaś pod nim tylko krótki wiersz, właśnie Antoniego Słonimskigo (przyp. własny: teksty Słonimskiego były często cenzurowane)….:

Ciemne Łazienki szumią wiosną.

Pośród tych liści młodych szmeru

Posągi budzą się i rosną

I patrzą w okna Belwederu

 

W pokoju cisza. Pachnie eter.

Lekarz puls bada. Płacze żona

A za oknami Persefona \Wita znów matkę swą Demeter”

A.

 

Dziwny cmentarz

Kiedyś w Śródmieściu Południowym był ogród pomologiczny. Miejsce, gdzie można było wśród roślin odetchnąć od miejskiego pędu. Dziś w miejscu ogrodu jest miasto. Szczęśliwie, w tej gęsto zabudowanej dzielnicy jest zielona wyspa. To otoczenie kościoła pw. Piotra i Pawła parafii świętej Barbary przy ulicy Emilii Plater. Stare drzewa  otaczające świątynię oraz zielony skwer za kościołem umożliwiają odpoczynek. Wszystko otoczone jest płotem pamiętającym czasy wojny z zachowanymi śladami po kulach. Wchodząc na teren kościelny wita nas dość zaskakująca tabliczka: Teren cmentarza, wyprowadzanie psów zakazane.

To dziwne, wokół budynku kościoła żadnych grobów.  Może to nieekshumowane groby z czasów 2 wojny światowej, z września, kiedy zbombardowano kościół, albo z czasów powstania? Może nie ma po nim śladu bo  klepsydry uległy zniszczeniu i czekają na renowację czy odtworzenie? Otóż nie. Teren kościoła  to miejsce dawnego cmentarza świętokrzyskiego. Pierwszego położonego za miastem cmentarza Warszawy, który powstał pod koniec XVIII wieku. Początkowo ludzie nie chcieli chować tu swoich bliskich. Ponieważ wcześniej za murami miejskimi chowano przestępców, samobójców, czy czarownice. Wiele zmieniło się, gdy pochowano tu biskupa Wodzyńskiego, który poprosił o to w testamencie a tym samym dał przykład tym, którzy obawiali się zamiejskich pochówków.  Na cmentarzu spoczęły między innymi szczątki morgantycznej żony Stanisława Augusta Poniatowskiego Elżbiety Grabowskiej z Szydłowskich. Pochówki odbywały się tu do około do 1831 roku,  a potem cmentarz podupadał.  W połowie XIX wieku  straszył zaniedbaniem i zawalonymi katakumbami. Przeprowadzono oficjalną likwidację cmentarza.  Ciała zebrano do zbiorowych mogił, a na terenie cmentarza założono parafię dla okolicznych mieszkańców. Wybudowano też kościół – piękny neogotycki według projektu Jana Piusa Dziekońskiego, zniszczony we wrześniu 1939 roku.

Aktualnie jedyną pamiątką po cmentarzu świętokrzystkim jest zachowana kaplica pogrzebowa świętej Barbary.

A.

miejsca pamięci

Warszawa, której angielska nazwa to Warsaw (widziała wojnę) cała jest jednym wielkim miejscem pamięci i cmentarzyskiem. Na większości ulic znajdują się tablice upamiętniające męczeńską śmierć naszych krajanów w czasie okupacji, miejsca komunistycznych kaźni, wspomnienie rzezi Pragi, powstania listopadowego czy styczniowego, i wiele innych. Każde z tych miejsc zmusza do refleksji, ale jedno dla mnie jest szczególnie. To wiąz – dziś już pomnik drzewa przy Pawiaku – obwieszone klepsydrami i często otoczone zniczami. Obok druty kolczaste i resztki bramy dawnego więzienia, ponurego miejsca kaźni wielu uczciwych, czy wręcz bohaterskich ludzi, bo Pawiak w czasie okupacji był największym politycznym więzieniem na terytorium Polski.


Budynek został zniszczony jeszcze przez Niemców. Wiąz cudownie przetrwał jego wysadzenie, a już zimą 1945 r. stał się miejscem pamięci, gdzie bliscy ofiar wieszali klepsydry.

 

A.